Ryszard Maciejkianiec

Naczelny ma głos
Każdy okres historyczny
rodzi swoich bohaterów

Z pewnym opóźnieniem w magazynie "Czas" zamieszczamy publikację Mirosława Gajewskiego, poświęconą powstaniu listopadowemu, którego 172 rocznica wybuchu minęła przed kilkoma dniami.

Przypominając te odległe wydarzenia warto też porównać postawy tamtych ludzi, gotowych dla wolności i dobra Ojczyzny oddać życie, poświęcić rodzinny dorobek wielu pokoleń - i nas współczesnych - wylęknionych o pracę, o najskromniejszy kęs chleba, o dach nad głową, nie mających prawa na własne zdanie, unikających nawet najcichszego oporu, uległych i bezbronnych wobec swoich ciemiężycieli, którzy korzystając z takich beznadziejnych zachowań, czują się panami naszego życia.

Rok 1830 i rok 2002. Polacy i Polacy. Naród i naród. Moralność i mentalność.

Jak więc powstał taki właśnie wypaczony mechanizm, przede wszystkim na naszej Ziemi Wileńskiej, gdzie absolutna większość społeczeństwa jest całkowicie bezbronna i całkowicie zależna od złej woli rządzących, a z drugiej strony sprawująca w ich imieniu władzę grupka urzędników, która jest całkowicie bezkarna i nie poczuwa się do żadnej solidarności z tymi, dzięki którym i w imieniu których sprawuje władzę, żyjąc ponad stan kosztem tych pierwszych?

Te przemyślenia, nad którymi trzeba dyskutować i dyskutować, cisną się na papier, gdy się widzi człowieka oglądającego się za siebie na swojej ojczystej ziemi czy czasem nie widzi i nie słyszy go ktoś z urzędników i ich donosicieli z kim i o czym on rozmawia, co czyta; kiedy wysłuchuje się skarg osób zastraszanych, że oni i ich dzieci będą pozostawione bez pracy i chleba, jeżeli się wpiszą na listę wyborczą Polskiej Partii Ludowej; kiedy się widzi bezmiar krzywd i korupcji wołający o pomstę do nieba, związanych ze zwrotem ziemi i mienia, dokonywanych przez tam rządzących Polaków lub z cichego ich poparcia; kiedy się widzi przepaść biedy, upowszechnianie beznadziejności i alkoholizmu; kiedy pojęcie godności i osobistej wolności ludzkiej pojawia się tylko w przeddzień wyborów i tylko na słowach; kiedy się widzi opór całej piramidy rządzącej od szczytów aż do dołu wobec jakichkolwiek zmian personalnych, wobec nowych myśli i idei, wobec potrzeby zwalczania korupcji, poziom której nie od dziś stanowi poważne zagrożenie dla państwa i jej obywateli.

Mimo że podobna sytuacja jest na całej Litwie - na Ziemi Wileńskiej jest ona szczególnie groźna, bo grono rządzących, nie mające ani pomysłu do zmian na lepsze, ani serca do wysiłku dla społecznego dobra, konserwując bezład, biedę i powszechne niezadowolenie stroi się w biało - czerwone narodowe szaty. Bez wątpienia zaowocuje to w przyszłości odwracaniem się od polskości, a już na pewno podawaniem w wątpliwość roli ludności polskiej i jej wybrańców, jako wiodącej i budującej siły społecznej w naszej małej ojczyźnie. Nie da się też zanegować wobec Historii, że zabór naszej ziemi, a znaczy i naszej przyszłości nastąpił w okresie, kiedy w rejonach wileńskim i solecznickim awepelowscy działacze sprawowali całkowitą władzę, w Wilnie byli w układzie z konserwatystami i liberałami, a w powiecie mieli swego przedstawiciela, który rzekomo miał sprzyjać zwrotowi ziemi. Nie dziwi więc, że działacze "Vilnii" i konserwatyści górą dziś stoją w komisjach wyborczych rejonu wileńskiego za Januđauskienë, Tomaszewskim i awepelowcami!

Niech więc te rozważania będą również odpowiedzią na list naszego wieloletniego Czytelnika H. W. z Aukđtoty, który widzi potrzebę naszej jedności pod sztandarem wyżej wymienionych za wszelką cenę.

Niestety, nam się ręka nigdy nie podniesie do złożenia podpisu pod układem o zaborze naszej ziemi, o budowaniu naszej przyszłości na niby i tylko na słowach, do postrzegania ludzi, jako trybów do głosowania potrzebnych raz na kilka lat. Pochodzimy bowiem z tych samych ludzi, jesteśmy ich niepodzielną częścią, a ich dzisiejsze męki i bóle są naszym bólem.

Ziemia Wileńska, naszym zdaniem, powinna kwitnąć i rozwijać się, być wzorem szacunku wobec ludzi oraz tolerancji narodowej, językowej i kulturowej w nawiązywaniu do tradycji WKL i późniejszej idei krajowej (Tadeusz Wróblewski, Ludwik Abramowicz, Józef Mackiewicz i inni), którą Wspólnota Europejska zalicza dziś do swego Składu Zasad pod nazwą "Europa Ojczyzn". Duszna atmosfera zastoju, okrzyku, braku tolerancji oraz niskiej kultury może płodzić i pomnażać tylko analogiczne nastroje, które wyprowadzą nas nie inaczej jak na "drogę do nikąd".

Dlatego stąd właśnie, z uzasadnionej obawy o wspólną przyszłość wypływa nasza inspiracja i nawoływanie do zmian.

W odróżnieniu od bohaterów powstania listopadowego trzeba tak niewiele - w tajnym głosowaniu odpowiedzialnie, bez lęku i obawy powiedzieć NIE tym, którzy przez lata nadużywali i nadużywają naszego zaufania i imienia.

Nasz Czas 46 (585)