Judita JAGELAITË

Problem pisowni polskich
nazwisk jest sztuczny

W wywiadzie, który w ubiegłym tygodniu opublikowała polska "Gazeta Wyborcza", premier Litwy A. Brazauskas, prócz innych tematów, odpowiedział też na pytanie w sprawie pisowni polskich nazwisk w litewskich dowodach osobistych. Właśnie w związku z tym nie rozwiązanym problemem w marcu została odwołana wizyta naszego premiera w Polsce.

Obecnie A. Brazauskas ponownie wyjaśnił swe stanowisko: "Jako przeszkodę uważałbym opinię nie moją, a społeczeństwa. Na Litwie nazwiska powinny być pisane po litewsku - jeśli pozwolimy Polakom pisać nazwiska w wersji oryginalnej, to co powiedzą Rosjanie, Niemcy, Żydzi, Białorusini? Na Litwie jest 20 proc. mieszkańców narodowości nielitewskiej (według danych spisu - 16,5 proc. - J. J.), ale tylko Polacy poruszają problem związany z nazwiskami. Polskiej stronie zaproponowaliśmy alternatywę: w dowodach osobistych wpisywać nazwisko po litewsku, natomiast w nawiasach, na prośbę zainteresowanej osoby - po polsku. Dotychczas nie mamy odpowiedzi. Rozmowy utkwiły w martwym punkcie".
Dziwi niekompetencja doradców premiera, którzy, zapewne przygotowywali te odpowiedzi polskiej gazecie - tylko w ten sposób można określić takie dowody. Przede wszystkim, nie było słychać, aby ktoś badał opinię publiczną, na temat tego, jak należałoby pisać nazwiska obywateli Litwy nie-Litwinów.

Jednakże, gdyby nawet był jakiś sondaż, nie wiadomo, czy w jakimkolwiek kraju świata praktykowane jest uwzględnianie porad różnorodnego tłumu w kwestiach pisowni.

A propos, "proletariacka" prasa w Litwie międzywojennej proponowała, aby zrezygnować w języku litewskim z nosowych samogłosek, bardzo trudno bowiem, rzekomo, zapamiętać, kiedy i gdzie pisać te nosowe litery. Ówcześni językoznawcy jednak nie ustąpili przed tym głosem tłumu.

Wszędzie sprawami języka i pisowni zajmuje się nie jakaś "opinia publiczna", nawet nie politycy, ale o wiele mniejsze grono znających się na rzeczy ludzi, zaś w naszym kraju Państwowa Komisja Języka Litewskiego.

Zatem rozmowy w sprawie norm pisowni na najwyższym szczeblu międzypaństwowym, mówiąc delikatnie, też są dziwnym zajęciem.

To, jak pisać te same polskie nazwiska, wskazują oficjalne zasady pisowni języka litewskiego: "O przedstawieniu imion własnych innych języków w tekstach specjalnych" i "O autentycznych formach imion własnych w tekście nie powiązanym". Powiedziano tam jasno, że imiona własne w językach, używających alfabetu łacińskiego, we wskazanych przypadkach podawane są w wersji oryginalnej.

Umowa dwóch krajów byłaby tylko niezgrabną, nadmierną i zupełnie niepotrzebną legalizacją.

Nie mają żadnych podstaw obawy A. Brazauskasa, że naśladując Polaków, litewscy Rosjanie, Niemcy, Żydzi lub Białorusini zechcą mieć nazwiska w oryginalnej pisowni w litewskich dowodach osobistych.

Po pierwsze, spośród wyszczególnionych narodowości tylko Niemcy używają alfabetu łacińskiego, inne natomiast - cyrylicy, jidisz lub iwritu, zatem litery są transliterowane lub transkrybowane na łacińskie. Te narodowości nie wysuwają żadnych żądań w sprawie pisowni swych nazwisk.

Niemcy (na Litwie jest ich 3200) nigdy nie zgłaszali pretensji co do pisowni ich nazwisk, a trudniejsze do zapisywania umlauty zawsze można zastąpić prostszymi literami.

Premier proponował Polakom, aby w dowodzie obywatela litewskiego ich nazwisko zapisywać po litewsku z š, č, v, a obok, w tej samej linijce w nawiasach wpisywać imię i nazwisko polskimi literami, tj. z sz, cz, w.

Pomyślmy rozsądnie, kto będzie czytał to zapisane po polsku nazwisko, skoro jest ono obok wpisu litewskiego? Na Litwie można gwarantować, że we wszystkich urzędach, gdzie zostanie okazany dowód osobisty, będzie uwzględniany wariant litewski, zatem wersję polską będzie mógł sobie poczytać tylko sam właściciel tego dokumentu.

Bardzo ciekawie, jaka będzie reakcja za granicą na taki wpis? Podwójne nazwisko na świecie nie dziwi, ale to w nawiasach spowoduje zdziwienie z powodu oryginalności Litwinów.

Polak litewski gdzieś na lotnisku w Londynie będzie mógł twierdzić, że jego nazwisko jest takie, jednakże podejrzliwi Anglicy powiedzą, że autentyczne, tj. nie zapisane w nawiasach nazwisko tej osoby brzmi Tomaševskis. Słowem, z powodu takiej osobliwości nie jeden litewski Polak będzie musiał wrócić do domu, nie zobaczywszy brzegów Tamizy.

Zatem, jeśli należałoby coś proponować, to tylko jedno, mianowicie pisownię litewską lub polską, ale w żaden sposób jednocześnie dwóch obok siebie.

Naturalnie, że znalazłyby się pewne argumenty na rzecz pisowni litewskiej, np., praktyka w samej Polsce pisania nazwisk czeskich lub słowackich. Nikt w Polsce nie szuka diakrytycznych liter š lub č w tych językach i pisze nazwiska osób tych narodowości po polsku z sz i cz, na przykład, Mikulasz Bilczik. Co prawda, zamiast polskiej litery w takich nazwiskach pozostawia się czeskie lub słowackie v.

Jednakże, jak trzeba postępować na Litwie? Po prostu, należy ogłosić, że dyskusja w tej sprawie jest zamknięta, problem rozwiązany bez żadnej dodatkowej umowy: Polacy mogą chociażby jutro zwracać się w sprawie przepisania swego nazwiska w oryginalnej wersji.

Litwa z powodu takiego stanowiska nic nie straci, chociaż, nie ulega wątpliwości, że realne kroki powinny być uzgadniane na zasadach symetrii z konkretnymi działaniami Polski.

Wymiana dowodu osobistego nie jest zbyt skomplikowaną czynnością. Przyznając, że przepisanie w oryginalnej wersji nazwisk Polaków litewskich, przede wszystkim w metryce urodzenia, będzie uważana za poprawienie nazwiska, ta czynność nic nie kosztowałaby daną osobę.

Jeśli natomiast określimy to jako zmianę nazwiska, takie "drugie narodziny" będą kosztowały 30 litów. Za nowy dowód osobisty należałoby jeszcze zapłacić 11 litów.

A propos, można przewidywać, że osobie, która w swym litewskim dowodzie osobistym wpisze oryginalne polskie nazwisko, może przybyć sporo problemów. W częstych przypadkach trzeba będzie udokładniać wymawianie nazwiska, takie nazwisko zawsze się wyróżni (nie zawsze chcąc tego) w kontekście litewskim.

Zapewniam, że na Litwie nie będzie żadnej wrzawy i zamieszania społecznego w związku ze zmianą polskich nazwisk. Jeśli znajdą się chętni zmiany swych nazwisk na wersję oryginalną, to zapewne nie więcej niż kilkaset osób.

Za to, taki, nic nie kosztujący państwo gest w kierunku poprawy wzajemnych stosunków między naszymi narodami, przyniósłby wiele dywidend politycznych.

("Lietuvos rytas" z 30 10 2002 r.)

Nasz Czas 44 (583)