"Nasza Polonia" nr 132
ESTONIA

Natalia Sindecka

Kilka uwag o współczesnej Polonii w Estonii

W Polsce Estonia jest postrzegana na kilka bardzo różniących się pomiędzy sobą sposobów. Kąt widzenia kreuje się w zależności od funkcjonujących w społeczeństwie polskim stereotypów dotyczących ziemi Estów.

Jedni są głęboko przekonani, iż Estonia mając długą granicę wzdłuż morza Bałtyckiego i należąc do obszaru państw nadbałtyckich, jest krajem posiadającym spokrewnioną z Łotwą i Litwą kulturę. Drudzy odwołując się do wojowniczej przeszłości Rzeczypospolitej ujmują lwią część Republiki Estońskiej jako dawne kresy polskie. Trzeci wprost kojarzą Estonię ze Skandynawią i rozumieją ją jako terytorium o rozwiniętej cywilizacji i sporych osiągnięciach ekonomicznych. Lecz dla zwykłych polskich obywateli kraj ze stolicą w Tallinie jest stuprocentowym państwem postsowieckim, stąd Estonia zalicza się do bardzo pojemnie pojmowanego w Polsce Wschodu.

Przy takim bogactwie rozumienia małej ugrofińskiej krainy oraz rozbieżności jej widzenia, Polonia naszej republiki jest traktowana nader jednoznacznie. Polacy mieszkający w Estonii bez względu na losy historyczne, które przywiodły ich nad brzegi zatoki Fińskiej, są bezapelacyjnie interpretowani jako dziedzictwo na miarę Ukrainy, Białorusi bądź Rosji. Innymi słowy, mocno utrzymuje się przekonanie, iż Polonia estońska - to zakorzeniony i nieodłączny Wschód. Takie podejście rodaków do Polaków w Estonii jest w jakimś stopniu przykre i bolesne.

Po pierwsze, lekceważy się fakt, że większość Polaków lub osób polskiego pochodzenia, którzy obecnie działają w Estonii, znalazła się w republice w wyniku własnej i samodzielnej decyzji sprzed pięćdziesięciu lat.

Dla wielu Polaków z południowo-wschodnich terenów II Rzeczypospolitej była to często jedyna szansa do wyrwania się z beznadziejnej kołchozowej egzystencji do zdecydowanie lepszych warunków w Estonii, nawet jeśli przychodziło (także kobietom) pracować w kopalniach łupków bitumicznych.

Po drugie, Polonię w Estonii rozumie się w oderwaniu od jej drugiej, a często jedynej ojczyzny, co nie jest z korzyścią dla nikogo.

Błędnym jest traktowanie Estonii jako państwa dającego wyłączne prawa tylko i jedynie Estończykom. Estonia była, jest i będzie państwem wielonarodowościowym i wielokulturowym. Estończycy są historycznie przyzwyczajeni do naturalnego sąsiedztwa z innymi narodami - głównie Niemcami, Szwedami, Rosjanami, Żydami i Łotyszami - mającymi często bardzo odmienne tradycje, obyczaje i wiarę.

Polacy, którzy mieszkają na terenie Estonii, pielęgnując swoją tożsamość narodową, zdają sobie sprawę, iż ten północny kraj, który kiedyś ich przyjął, już do końca pozostanie ich ziemią.

Większość Polaków przybyła do Estonii po II wojnie światowej. Pochodzą oni z zachodnich części Ukrainy, Litwy i Białorusi, to znaczy z dawnych ziem wschodnich II Rzeczypospolitej. Nieliczna grupa - to Polacy, którym po zakończeniu wyroków w łagrach (takowe przeważnie znajdowały się na terytorium Federacji Rosyjskiej) surowo zakazano powrotu do miejsc stałego zamieszkania przed wywiezieniem.

Owszem, każda porządna polska rodzina w Estonii pamięta dzieje swego rodu, przekazuje historię przodków z pokolenia na pokolenie, ale żadna nie podaje się jako, na przykład, polska familia z kresów mieszkająca w Estonii. Bo mając szacunek do państwa, które pół wieku temu dało dach nad głową i pracę, Polonusi nawet już w pierwszej generacji utożsamiają się z ugrofińską ojczyzną.

Jest to owocem konsekwentnej estońskiej polityki nastawionej na integrację przedstawicieli innych narodów do społeczeństwa etnicznie rdzennego. Polonia dba o to, aby być właśnie Polakami z Estonii. Jednak Macierz nadal widzi w nich swoich biednych i niezdolnych do niezależnej decyzji krewnych ze Wschodu.

Po trzecie, w ślad za Warszawą niektórzy przedstawiciele Polonii na Zachodzie, zwłaszcza ci geograficznie dalsi, patrzą na Polaków z Estonii z góry i czasami także odmawiają Polonii estońskiej prawa do samodzielności. Tak więc nie tyle sami estońscy Polacy, ile wtrącenie się z zewnątrz do ich zrzeszenia doprowadziło ostatnio do poważnych problemów natury organizacyjnej.

Związek Polaków w Estonii "Polonia" na ogół realizuje dosyć typowy dla stowarzyszeń polonijnych program działalności. Nasze życie kulturalne przybiega w rytmie świąt narodowych oraz okolicznościowych wydarzeń kulturalnych. Organizowane są spotkania poświęcone Konstytucji 3 Maja, obchody Dnia Odzyskania Niepodległości, obchody Świąt Bożego Narodzenia. Te spotkania przeplatane są mini-występami artystycznymi w wykonaniu polonijnych zespołów dzieci i młodzieży.

Na szczęście w życiu organizacji polonijnych Estonii obserwuje się obecnie ludzi w wieku dużej aktywności zawodowej, w tym przedstawicieli inteligencji technicznej. Aktywiści życia polonijnego starają się pozyskać do struktur organizacyjnych zarówno ludzi w wieku starszym, jak i młodzież. Więc wszystko wskazuje na to, iż w najbliższym czasie ZPE upora się z problemami.


Przytoczony powyżej tekst został wygłoszony na I Międzynarodowej Konferencji Polonijnej, która odbyła się w Szczecinie w dniach 19-21 września 2002 r.

"Polska-Polonia wzajemne oczekiwania" - pod takim właśnie hasłem obradowano w Szczecinie. Na zorganizowaną staraniem Uniwersytetu Szczecińskiego - pod honorowym patronatem ministra spraw zagranicznych RP Włodzimierza Cimoszewicza, Konferencję Polonijną zgłoszono 58 referatów z 20 krajów świata. Tak zdobyte doświadczenie szczecińska uczelnia wykorzystać chce przy tworzeniu struktur instytutu polonijnego, który obecnie tam powstaje. Instytutu, który zajmowałby się współczesnymi problemami Polaków żyjących na Wschodzie i Zachodzie.

Nasz Czas 42 (581)