Saulius JARMALIS

Stołecznym archeologom -
pogarda Białorusinów

Rekonstrukcja alei obraża godność osobistą historyków sąsiedniego kraju

Robotnicy, którzy pracują przy rekonstrukcji alei Gedymina, nawet nie podejrzewają, że prowadzone przez nich roboty, mogą spowodować międzynarodowy skandal.

W związku z pracami na głównej ulicy miasta zgrzytają zębami nie tylko niektórzy litewscy politycy i historycy, ale też sąsiedzi Białorusini. Zaledwie stołeczni archeolodzy zdołali tknąć znalezisk na alei Gedymina, a sąsiedzi wszczęli wrzawę.

"Litewscy archeolodzy rozkopują Wilno. To samo, które w ciągu pięciuset lat było stolicą Białorusi. Sensacyjnych odkryć - niezmierzone mnóstwo.

Pracę kolegów możemy obserwować wyłącznie w telewizji, ani Wilno, ani odkrycia archeologiczne bowiem są niedostępne historykom i archeologom białoruskim" - tymi słowami historycy białoruscy rozpoczynają audycję o archeologii wileńskiej. Audycję tę nadał program białoruski Radia Wolna Europa.

Historycy białoruscy są święcie przekonani o swej słuszności. Twierdzą oni, że skarb, znaleziony na terenie Dolnego Zamku, jest w rzeczywistości białoruski, napisy bowiem na monetach są słowiańskie.

"Twierdzenie, że Wilno w ciągu 500 lat było stolicą przodków obecnych Białorusinów, w istocie jest słuszne. Ziemie obecnej Białorusi w wiekach XIV-XVIII stanowiły część WKL. Tylko Białorusini traktują WKL jako państwo nie litewskie a białoruskie" - skomentował nieporozumienie archeolog G. Vaitkevičius.

Mówiąc inaczej, każdy król ma swych poetów, więc jaka jest władza, taka literatura" - miał wątpliwości co do argumentów Litwinów białoruski publicysta Siergiej Dubowiec, autor artykułu o archeologii wileńskiej.

Jak pisze, Litwini podkreślają nie tyle litewskość Wilna, ile jego europejskość, natomiast pomija się to, co jest białoruskie.

("Lietuvos rytas" z 12 09 2002 r.)

Nasz Czas 38 (577)