Ryszard Maciejkianiec

W nogę z czasem

Eugeniusza Balulia zastaliśmy przy wykopkach ziemniaków we własnym gospodarstwie rolnym, które jako zarejestrowana jednostka gospodarcza działa już prawie dziesięć lat. Patrząc na to kilkuletnie doświadczenie samodzielnego gospodarowania na ponad trzydziestu hektarowym areale w Korwie, w 30 km od Wilna, nasz rozmówca nie pała nadmiernym optymizmem, traktuje jednak dzisiejsze zmaganie się rolnika z wieloma problemami jako okres przejściowy.

Początkowa pomoc państwa w postaci nisko oprocentowanych kredytów, dobrych cen skupu płodów rolnych, dziś zmienia swoje ukierunkowanie na różnorodne dopłaty czy częściowy zwrot kosztów dokonanych inwestycji. Tym niemniej ma jeszcze bardzo wiele tematów nie rozwiązanych, utrudniających podjęcie decyzji wiązania swego losu z pracą na roli w szczególności tym, którzy obecnie odzyskują ziemię - wyjątkowo niskie ceny skupu mleka, wysokie odsetki za kredyty bankowe, trudna droga realizacji innych płodów rolnych. Mając siedem krów, mleko jest zmuszony niestety przetwarzać we własnym gospodarstwie i realizować na rynku w Wilnie. Wiadomo, że jeżeli za jeden litr paliwa trzeba zapłacić siedmioma litrami mleka w skupie - jego produkcja nie może się opłacać.

W jednym natomiast jest święcie przekonany, że lata pracy wraz z małżonką Stefanią, trojgiem dorastających dzieci i mamą - nie były zmarnowane. Oprócz materialnego dorobku, zdobył też niemałe doświadczenie gospodarowania w nowych warunkach, a kto zacznie wcześniej, zawsze będzie do przodu.

Na zdjęciach: Eugeniusz Balul; wykopki ziemniaków

Nasz Czas 38 (577)