Alicja Wirwes

Była Estonką. Urodzona w Tallinie w rodzinie bogatego rzemieślnika - stolarza miała szczęśliwe dzieciństwo w dostatnim mieszczańskim domu. Na ten dostatek zapracowywała także matka, która zarabiała praniem po domach. To był w całej mieszczańskiej Europie szeroko praktykowany obyczaj, który pozwalał na zarobek zarówno nieźle sytuowanym żonom rzemieślników jak i ubogim kobietom, dla których był jedynym źródłem utrzymania. W 1927 roku ukończyła gimnazjum handlowe i podjęła pracę biurową . W roku 1934 pochowała ojca, a w 1935 - matkę. Pracowała z poczuciem zadowolenia - po latach napisze, że czuła się szczęśliwa, wykonując ulubioną pracę. W 1938 roku wyszła za mąż, w rok później urodziła córkę.

To szczęśliwe życie przerwały znane wydarzenia: proklamowanie Estońskiej Republiki Radzieckiej i wojna niemiecko - radziecka. Pierwsze spowodowało śmierć brata na skutek represji sowieckich wobec estońskich patriotów, drugie - tragiczne przeżycia wojenne. Podczas bombardowania Tallina zginęli w gruzach rodzinnego domu mąż i córka. Sama Alicja ocalała, bo w tym czasie przebywała poza domem. Po zajęciu Tallina przez wojska niemieckie nadal pracowała w zarządzanym przez okupanta przedsiębiorstwie, a we wrześniu 1944 roku została wywieziona na roboty do Meklemburgii.

Wyzwolona przez Armię Czerwoną dwukrotnie uciekała z transportu, którym wieziono obywateli radzieckich do kraju. W okolicach Stargardu Szczecińskiego przygarnęła ją świeżo osiedlona repatriantka, co pozwoliło Alicji przetrwać poszukiwania uciekinierki. Wreszcie późną wiosną dotarła do Słupska. Tu na spalonym dworcu kolejowym znalazł ją, głodną i zmarzniętą ksiądz Zieja, który przychodził na dworzec, aby zająć się ludźmi potrzebującymi opieki i pomocy. Zabrał ją do parafii, gdzie była już izba dla samotnych matek, przy ul. Zamkowej 5.

Tak zaczęła się jej przyjaźń z księdzem, odwzajemniona i wierna do końca życia. Oto list Zieji do Alicji z roku 1974, więc pisany 25 lat po wyjeździe księdza Zieji ze Słupska

Pani Alicjo Droga! Dorzucam i ja kilka słów z pozdrowieniami - Pani, jej ptaszków i kwiatów i obrazów w domu - i całego otoczenia.- Proszę nie pamiętać nam, że tak mało pisujemy i proszę pisywać do nas jak najczęciej.- Listy Pani zawsze czytujemy wspólnie we trójkę: ja, Krysia i Wanda. Niech Bóg ma Panią w swej opiece

Osamotniona, już niemłoda, przeżyła wielką miłość już w czasie pobytu w Orzechowie. Była to miłość odwzajemniona, ale nie zakończona szczęśliwie. Pani Alicja osiedliła się na stałe w Słupsku, jej ukochany, Kaszub z podusteckiego Wytowna, Tomasz Sztajer, wyjechał do Niemiec, jeszcze długo pisał do niej piękne wiersze. Oto fragmenty zachowanych listów, których nie można czytać bez wzruszenia, gdy się pamięta, że są w rzeczy samej listami miłosnymi.

Ach jakże mi jest potrzebny ten
poranek cichy
te śpiewy dziękczynne pełne uciechy
Co płyną z serca gorąco, szczerze
Prosząc Maryję miłości przymierze
Ach jakże jest mi potrzebna
ta jedyna chwila
Co smutki moje by w radość zmieniła
W radość i spokój by znikła tęsknota
Tęsknota szara co życie przygniata
Na nic uśmiech ni gorzkie łzy
Ja nie kocham tak jak Ty
Me kochanie z serca płynie
Miłość jeszcze śpi w głębinie

Na nic ziemskie me kochanie
Bo miłości tej nie stanie
Do kochania wszech-wszechświata
Gdzie myśl moja wciąż ulata
Lecą z drzew liście
Liście z drzew cicho spadają na ziemię.
Szeleszczą melodię smutno i sennie
Melodię tęskną co wokół rozsiewa
Tęsknotę, smutek co serce rozdziera.
W duszy pragnienie za czym
czego nie ma
Coś co ukoi ból i cierpienia
Ach jakże jest pięknie!
pięknie i smętnie.

Omal z tęsknoty serce mi pęknie
Ach czemuż dręczą serca nieznane
Bóle co tłoczą głębokie znamię.
A w oczach pieką łzy niewypłakane
Smutno mi, ciężko, tęskno, kochanie.
Gdzie jesteś miłości! miłości z zaświata
Gdzie twoja pieśń co serca splata
Przyjdź do mnie! weź w swe władanie
Me serce smutne i daj kochanie.
Liście już dawno pokryły ziemię
A serce moje wciąż jeszcze drzemie
Marzy o wiośnie życia, miłości
Co dzisiaj tak mało w sercach zagości

Na pamiątkę pobytu w Uniwersytecie Ludowym Orzechowo Morskie
ofiaruje T. Sztajer

Kim był ów Sztajer?

Z opowieści rodzinnej przybranej wnuczki (babcią bowiem nazywa Alicję wychowywana przez nią dzisiejsza mieszkanka Słupska) miał na imię Tomasz, na co wskazuje także litera T. w podpisie pod wierszami. Ksiądz Zieja prosi Alicję o adres p. Stanisława - raczej pomylił się ksiądz, chyba że pytał o inną osobę. Ze swoich smutków zwierzała się księdzu. Zapewne echem tych zwierzeń są takie oto fragmenty listów, jakie od księdza otrzymywała: Panią rozumiemy i kochamy taką, jaką poznaliśmy. Proszę pamiętać, że zawsze ma Pani w nas wiernych przyjaciół. Gdy kiedy będzie Pani bardzo samotnie, proszę przyjeżdżać do nas. Do Tallina daleko. Tu do nas blisko. I w innym liście, kiedy Alicja zapewne donosiła o poprawie swego nastroju: Cieszymy się, że Pani zawsze taka sama; ciągle w pracy nad rzeczami pięknymi i ciągle w służbie bliźnim.

Nie jest znany los p. Tomasza. Kiedy Alicja zmarła jej opiekunowie napisali list pod adres im znany w Niemczech, ale odzewu nie było. Czy jeszcze żył? Po likwidacji orzechowskiego Uniwersytetu Ludowego p. Alicja osiedliła się w Słupsku, podjęła pracę w Fabryce Narzędzi Rolniczych "Famarol", gdzie była cenioną pracownicą. Tam dosłużyła się emerytury, dostała mieszkanie na Starym Mieście. Na starość przyjęła do niego opiekunów - zacnych ludzi, którzy uznali ją za swego członka rodziny, sprawili jej godny pogrzeb i nieustannie dbają o miejsce wiecznego spoczynku.

Kilka lat przeżyła księdza Zieję i pozostałych jego wiernych przyjaciół.

Requiem aeternam dona eae Domine, quoniam semper fidelis erat.

NCz 29 (568)