Ryszard Maciejkianiec

Rozmowa z Aleksandrem Popławskim,
posłem na Sejm RL

5 lipca dobiegła końca kolejna sesja sejmowa. Jak Pan ocenia pracę tej oraz poprzednich trzech sesji parlamentarnych?

Ostatnia, zarówno jak i poprzednie były bardzo trudne, ale przede wszystkim z przyczyn powiedziałbym "okołoparlamentarnych" niż związanych bezpośrednio z pracą sejmową, czyli ustawodawstwem.

Nie trzeba tu przypominać, że ten Sejm rozpoczął swoją pracę, kierowany przez chwiejną koalicję. Zaowocowało to jej rozpadem i przed rokiem utworzeniem kolejnej bardziej stabilnej, ale też mniej podatnej na krytykę opozycji. To z kolei zachęca do stanowienia prawa metodą tak zwanego "buldożera" czyli spycharki. Niestety ten Sejm, a szczególnie jego ostatnia sesja, najczęściej pracował właśnie w ten sposób, co w końcu doprowadziło do opuszczenia sali obrad przez przedstawicieli opozycji. Tak więc 5 lipca koalicja rządząca kilka ostatnich godzin przyjmowała ustawy sama, bez udziału opozycji, a na zakończenie sesji socjaldemokraci i socjalliberałowie sami odśpiewali hymn.

Taka konfrontacja do niczego nie prowadzi. Pamiętamy przecież czym się zakończyły rządy konserwatystów, którzy, szczególnie ostatnich kilka miesięcy przyjmowali ustawy w sejmie właśnie metodą spycharki. Wtedy lewica ostro krytykowała rządy konserwatystów, dziś niestety, robi to samo. Dlatego prawie wszystkie przyjęte w ciągu ostatniej sesji ustawy i uchwały są jednorękie, bo reprezentują interesy przeważnie lewicowego elektoratu. Jakiekolwiek zaś zachwianie równowagi w procesie legislacyjnym zawsze trąci nihilizmem prawnym.

Mimo to, te ustawy wchodzą w życie i dobrze czy też źle, funkcjonują. A jaki jest Pana dorobek na polu parlamentarnym?

Swoją uwagę konsekwentnie skupiałem przede wszystkim nad projektami ustaw, w sferę regulacji których wchodzą zagadnienia bliskie mnie, czyli, na których, uważam, że nieźle się znam. Były to przede wszystkim projekty ustaw: żywnościowej, myśliwskiej, o ziemi i reprywatyzacyjnej. Zawsze też zabierałem głos i wnosiłem poprawki do ustaw regulującysch sferę ochrony zdrowia, bowiem jako lekarz z zawodu, znam się na tej dziedzinie najlepiej i uważam, że moje propozycje usprawniłyby funkcjonowanie tej dziedziny. Owszem nie wszystkie moje uwagi były przyjmowane przez Sejm, ale to jest rzecz normalna w parlamencie.

Co konkretnie udało się zrobić?

Za najważniejsze moje osobiste, jak też całego Sejmu osiągnięcie, po pierwsze uważam uchwalenie poprawek du ustawy o grach hazardowych, blokujących rozpowszechnienie automatów do gier hazardowych w kawiarniach i restauracjach, czyli potocznie mówiąc, nie pozwoliliśmy hazardowi wyjść na ulicę.

Po drugie, byłem osobiście bardzo zadowolony, gdy udało się w Sejmie powołać komisję do badań nadużyć w powiecie wileńskim w toku reprywatyzacji ziemi. Byłem szczęśliwy, ale już nie jestem. Jako inicjator powołania tej komisji, chciałem, żeby była ona jak najmniej zależna od jakichkolwiek układów. Dziś smuci mnie fakt, że wybrane kierownictwo tej komisji jest ściśle związane kluczem partyjnym z kierownictwem powiatu. Powiatem i procesem reprywatyzacyjnym kierują naczelnik socjaldemokrata Gediminas Pavirţis oraz oddelegowany przez AWPL na stanowisko wicenaczelnika Zbigniew Balcewicz. W kierownictwie komisji natomiast zasiedli posłanka Juratë Juozaitienë z klubu socjaldemokratów oraz poseł Waldemar Tomaszewski, lider AWPL. W zasadzie nie musiałbym tym się przejmować, gdyby nie okoliczności w jakich zostało wybrane kierownictwo, bowiem jawnie dążono do odstawienia mnie na boczny tor, żebym nie miał żadnego wpływu na pracę komisji, której powołania byłem przecież inicjatorem. Otóż początkowo ustalono, że kierować komisją, jako przedstawicielka koalicji rządzącej, będzie posłanka Juozaitienë, ja natomiast, jako poseł od opozycji musiałem objąć funkcję wiceprzewodniczącego komisji. W ostatniej jednak chwili socjaldemokraci zmienili zdanie i na wiceprzewodniczącego powołano posła Tomaszewskiego. Potem koleżanka z ławy poselskiej powiedziała mnie, że "tak chciała partia". No cóż, skoro tak chciała partia widocznie ma w tym jakiś interes. Ja bynajmniej nie zamierzam brać udziału w jakichkolwiek interesach partyjnych, dlatego też oświadczyłem o wyjściu ze składu komisji i niestety będę musiał nadal sam walczyć z biurokracją powiatową o sprawiedliwość w przywracaniu praw własności na ziemię mieszkańcom Wileńszczyzny.

Pan powiedział, że nie chce brać udziału w interesech partyjnych, jednak Pan się udziela politycznie, mianowicie jako członek klubu parlamentarnego liberałów?

Zawsze wyróżniam dwojakość interesów politycznych. Pierwszy - interes elektoratu partii. Na służbę temu interesowi są zakładane partie i muszą temu interesowi służyć. Drugi rodzaj ineteresów partyjnych, to własne interesy poszczególnych członków partii albo też partii jako organizacji. Niestety, na Litwie prawie wszystkie partie najczęściej służą interesom własnym a o interesach elektoratu przypomina się przed wyborami. Dlatego uważam, że zdominowanie wspomnianej komisji przez socjaldemokrację oraz AWPL służy własnym interesom partyjnym. Idzie się w takim kierunku, żeby komisja wydała opinię jak najbardziej przychylną kierownictwu powiatowemu. Wątpię, żeby Juozaitienë albo Tomaszewski krytycznie oceniliby pracę swoich kolegów - Paviržisa i Balcewicza. To kolidowałoby z interesem partyjnym socjaldemokratów oraz AWPL.

Co się tyczy natomiast mojej pracy w klubie parlamentarnym liberałów, to uważam, że liberałowie najbardziej dbają o interesy swego elektoratu. A po drugie, liberałowie zawsze są przychylni mniejszościom narodowym, dlatego pomoc ich partii w załatwianiu niektórych problemów w moim okręgu wyborczym oceniam bardzo wysoko.

Mówiąc o interesach partyjnych powiedział Pan, że AWPL dba przede wszystkim o własne interesy partyjne a nie o interesy elektoratu. Skąd takie zdanie?

Niestety taka jest prawda. Przykład z komisją jest tylko jednym z wielu. Pracując w swoim okręgu wyborczym, do którego też należy część rejonu wileńskiego, staram się zawsze pomagać ludziom. Przy tym niezależnie od ich poglądów politycznych. Dla mnie wszyscy są równi. Natomiast pomagając, cały czas odczuwam przeciwdziałania Akcji Wyborczej. Ludzie są zastraszani. Czasami boją się nawet przyjąć pomoc albo też o nią zwrócić się. Szczególnie osoby zależne od administracji samorządu, pedagodzy, pracownicy gmin. Dochodziło nawet do tego, że dyrektorom zabraniano wpuszczać mnie do szkół. To jest po prostu zakłamaniem wobec deklarowanej jedności.

Co, Pana zdaniem, jest tego przyczyną?

Przede wszystkim monopol władzy, którą AWPL sprawuje w rejonie wileńskim od wielu lat. Dlatego nie musi z nikim liczyć się, ani ze mną, ani ze swoimi wyborcami. Natomiast wejście na ten teren kogoś innego partia uważa za naruszenie przede wszystkim interesu własnego. Bo przecież podwileńskiemu rolnikowi nie jest ważne, kto pomoże jemu w odzyskaniu ojcowizny, czy Polak z AWPL czy z innych układów politycznych, najważniejsze bowiem jest odzyskanie ojcowizny.

Czy wobec tego sugeruje pan pojawienie się drugiej polskiej formacji politycznej?

Niczego nie muszę sugerować, bowiem jeśli sprawy będą dalej toczyły się w kierunku monopolizowania władzy oraz reprezentatywności polskości przez AWPL, to druga polska partia wcześniej czy później pojawi się. Bowiem nieprawdą jest, że AWPL reprezentuje interesy wszystkich Polaków, więc ci, kogo partia Tomaszewskiego nie reprezentuje, będą szukali oparcia politycznego w innej sile politycznej.

Czy Pan popierałby powołanie nowej polskiej partii?

Jeśli odpowiem, że tak, to zaraz będę oskarżony o rozbijanie polskiej społeczności. Ale akurat od tego, czy ja popieram czy też nie ideę powołania drugiej polskiej reprezentacji politycznej, nie zależy czy partia taka zostanie założona. Wszystko będzie bowiem zależało od działań AWPL, ponieważ nowa partia może być raczej tylko wyrazem sprzeciwu wobec tych działań. Istnienie dwóch polskich partii oczywiście pogłębi jeszcze bardziej podziały w polskim społeczeństwie, ale przy tym większą odpowiedzialność za to poniosą nie ci, którzy powołają drugą partię, a ci przeciwko czyim działaniom ta partia zostanie założona.

NCz 29 (568)