Robert Mickiewicz

Działania niezgodne z prawem
prowadzą donikąd
Rozmowa z adwokatem Stasisem Sandą

Panie mecenasie. Na naszą prośbę zapoznał się Pan ze Statutem i dokumentami, dotyczącymi prawnego sporu w Związku. Nie reprezentuje Pan żadnej ze stron sporu. Jak to Pana zdaniem wygląda w świetle prawa?

Moim zdaniem, wiele rzeczy jest absolutnie jasnych i nie powinno budzić żadnych wątpliwości.

Zacznijmy od kwietnia 2000 roku, gdy część członków Zarządu Głównego podjęła decyzję o zwołaniu zjazdu. Warto więc przypomnieć, iż działo się to bez udziału legalnie wybranego prezesa Związku, który to zgodnie ze Statutem zwołuje Zarząd i przewodzi jego obradom, i że nikt inny z członków Zarządu Głównego takich uprawnień nie posiada. Przy tym, jak wynika z dokumentów, tak ważną decyzję podjęto nie mając w czasie obrad kworum czyli nawet połowy członków ZG. Jasne więc, iż w świetle prawa takie decyzje nie mają żadnej mocy prawnej.

Stąd z kolei wynika, iż w ten sposób zwołane zebranie nie mogło być uznane za statutowy zjazd, nie mogło ono wybierać prezesa, zastępcę i Zarząd Główny.

Co zaś dotyczy wyboru tzw. Zarządu Głównego, to się okazało, co zresztą jest odnotowane w protokole tego zebrania, iż z 423 osób obecnych na sali za wybór ZG przegłosowało tylko 176 osób, czyli mniejszość, podczas gdy do tego potrzeba było co najmniej 212 głosów. Zabrakło więc 36 głosów. Natomiast jak wynika z publikacji prasowych, potwierdzonych zresztą przez świadka w sądzie, za propozycję wybrania Zarządu Głównego przegłosowało zaledwie 149 osób, czyli faktycznie do wyboru zabrakło aż 63 głosów.

A więc protokół zjazdu, publikacje prasowe i oświadczenie świadka w sądzie dowodzą, że nieprawnie zwołany zjazd nie zdołał również wyłonić kierowniczego organu czyli Zarządu Głównego.

Natomiast tą różnicę między oświadczeniem świadka i przedstawionym protokołem powinien wyjaśnić sąd - bo albo świadek mówi nieprawdę, albo protokół został spisany nierzetelnie.

Pozostała część członków Zarządu Głównego na czele z prezesem wybranym w roku 1998, wobec powyższych działań również podjęła decyzję o przeprowadzeniu zjazdu i taki zjazd przeprowadziła. Jak to wygląda w świetle prawa i Statutu?

Sytuacja w tym wypadku jest znacznie bardziej klarowna - zwołanie zjazdu odbyło się w sytuacji, kiedy podział Zarządu Głównego faktycznie już nastąpił, decyzję podjęto z udziałem prezesa, który zgodnie ze Statutem reprezentuje Związek. Decyzję poparli również prezesi oddziałów i kół. Zjazd absolutną większością w tajnym głosowaniu wybrał prezesa i w otwartym głosowaniu Zarząd Główny.

Ale ta pierwsza grupa, która rozpoczęła proces podziału organizacji niedawno decyzją nie wybranego "zarządu" zwołała kolejne zebranie i dziś twierdzi, iż teraz legalnie reprezentuje Związek?

Nie będę się powtarzał. Nie wybrany "zarząd" nie mógł zwoływać zjazdu. Dlatego wszystkie decyzje ostatniego zebrania są nieprawomocne.

Co w takiej sytuacji należałoby zrobić?

Moim zdaniem, dla dobra sprawy, ta grupa, która nie chcąc działać w ramach Statutu Związku Polaków na Litwie, postanowiła podporządkować swoją działalność partii politycznej - AWPL, powinna po prostu wystąpić ze Związku i powołać inną organizację społeczną ze swoim statutem i innymi celami działania. W ten sposób spór byłby wyczerpany. Zresztą taka praktyka jest powszechnie stosowana - gdy ludzie nie chcą działać w ramach statutu jednej organizacji, inaczej widzą swoje cele działania - odchodzą z jednej organizacji i powołują inną.

Dziękuję za rozmowę.

NCz 28 (567)